statystyka
 
 
  KURSY CZY LEKCJE?
  TEKSTY
  O NAS
 
 
 
 
STYLE TANGA W OBRAZKACH (2)
cokolwiek subiektywny ilustrowany przewodnik

Zacznijmy od tanga "tradycyjnego". Słowo "tradycyjne" nie odnosi się tutaj do styli historycznych, takich jak canyengue, liso czy orillero, dziś chętnie rekonstruowanych. Efekt tych rekonstrukcji jest nader ciekawy, jednak sama koncepcja takiej rekonstrukcji, ze względu na skąpy materiał źródłowy (filmowy czy choćby ikonograficzny), jakim dysponujemy, ma w sobie coś arbitralnego. Patrząc jak dziś wygląda "tango de salón" czy "milonguero" dostrzegamy niezwykłe zróżnicowanie w obrębie luźno zarysowanych ram stylistycznych. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa pokusić się o tezę, że takie na przykład canyengue było równie bogate i różnorodne. Dzisiejsze canyengue jest natomiast dość jednorodne, gdyż większość współczesnych "canyengistów" uczyła się u tej samej pary nauczycieli lub uczniów tej pary. Poza tym interesuje nas tutaj tango tańczone współcześnie. Wspomniałem o "tango de salón" i "milonguero", tymi właśnie dwoma stylami zajmiemy się najsamwpierw (śliczne słowo, nie mogę się oprzeć pokusie i muszę je powtórzyć: najsamwpierw). Są to style tradycyjne w tym sensie, że wykrystalizowały się kilka dekad temu. Same te dwie nazwy budzą zresztą kontrowersje nie lada. Większość leciwych  argentyńskich milongueros (tak nazywamy najzagorzalszych bywalców milong, czyli tangowych potańcówek: jak widać tangowe słownictwo jest nader skomplikowane) oburza się, gdy ktoś scharakteryzuje ich taniec jako „estilo milonguero”.  Oni sami twierdzą, że tańczą salón (lub wymyślają na poczekaniu, aby zakpić z upierdliwych rozmówców, własne i wielce ekscentryczne określenia). Pojęcie „estilo milonguero” nie podoba się argentyńskim machos choćby z tego względu, że zostało spopularyzowane przez babkę, czyli Susanne  Miller.

Niektórzy upierają się też, by zamiast „milonguero” posługiwać się określeniem „apilado”, "confiteria" lub też (historycznie i dzielnicowo) „estilo del Centro” (rzadziej „Almagro”), a to, co będziemy dalej nazywać „tango de salón” – zwą „Villa Urquiza” (od dzielnicy, w której znajduje się słynny klub – hala do koszykówki - "Sunderland").

Z określeniem  „Villa Urquiza” jest taki szkopuł, że obejmuje taniec zarówno skrajnie ascetyczny jak i wyraźnie pokazowy, ocierający się o „tango fantasía”.

Z samym "salónem" jest zaś taki problem, że oznacza on również (w oficjalnej nomenklaturze mistrzostw tanga) - sposób tańczenia na argentyńskich milongach, a więc taniec pozbawiony niebezpiecznych dla otoczenia figur i ozdobników, taniec "towarzyski" w dosłownym tego słowa znaczeniu (broń boże nie mylić z tym osobliwym i cokolwiek karykaturalnym tworem, który polskie szkoły tańca towarzyskiego zwykły reklamować jako "tango argentino"!). A więc zarówno salón sensu stricto jak i milonguero.

Mimo wszystko wydaje mi się, że można przyjąć te dwa określenia - „milonguero” i „salón” - zwłaszcza że młodzi Argentyńczycy chyba się do nich przekonali.  Należy po prostu pamiętać, że są to określenia umowne, trudno znaleźć  tancerzy purystów, którzy hołubiliby tylko jeden z tych styli, nie akceptując żadnych domieszek. Kiedy leci utwór bardzo rytmiczny (jak choćby "Pensalo Bien" d'Arienza) nawet najzagorzalsi salonowcy - zwłaszcza na zatłoczonym parkiecie" - mogą tańczyć „milonguero”. Z kolei przedstawiciele „milonguero”, gdy rozbrzmiewa "Gallo Ciego" Pugliese czy "Bahia Blanca" Di Sarliego, a miejsca jest pod dostatkiem, nierzadko zmieniają sposób tańczenia. A mówimy tu tylko o tańcu na milongach. Na pokazach większość tańczy tak, jak publiczność sobie życzy. Z nader heterodoksyjnymi fioryturami.

Dawniej podziały stylistyczne były z pewnością ostrzej zarysowane. Po pierwsze, uczniowie uczyli się przeważnie u jednej pary mistrzów, co dziś w Buenos jest zjawiskiem rzadkim. Dziś młodzi argentyńczycy przez pierwsze dwa (bardzo intensywne) lata nauki uczą się w sposób nader eklektyczny, dając zarobić kilku lub kilkunastu nauczycielom. Sprzyja to wypracowywaniu "własnego stylu" (od każdego bierzemy coś fajnego), natomiast wielce utrudnia pełne przyswojenie sobie jakiegoś stylu już skrystalizowanego. Po drugie, różnice dzielnicowe były o wiele wyrazistsze. Mieszkaniec centrum bawił się na zatłoczonych milongach w sąsiedztwie, nie bywał zaś na przestronnych milongach odwiedzanych przez lokalsów z "Villa Urquiza"... i vice versa. Dziś towarzystwo się wymieszało, a tym samym milongi stały się mniej homogeniczne. Obserwując parkiet w Sunderlandzie i w Canningu nie dostrzeżemy jakichś porażających odmienności.

Chociaż  w nazewnictwie istnieje tak wielkie pomieszanie z poplątaniem, a w przyrodzie te dwa style w stanie czystym niemal nie występują,  myślę, że można i warto wyodrębnić różnice między nimi, odnoszą się one bowiem mimo wszystko do pewnych charakterystyk tańca, które dla większości tango-zapaleńców są czymś intuicyjnie uchwytnym i łatwo rozpoznawalnym.

MILONGUERO

  • Pozycja tancerzy „równoległa” (prawa pierś partnerki przylega do  mostka lub lewej piersi partnera);
  • Trzymanie właściwie cały czas zamknięte (prawa dłoń partnera nie odrywa się od prawego boku partnerki, jeśli tylko, ujmijmy rzecz eufemistycznie,  zasięg ramienia pozwala na takie trzymanie);             
  • "Dysocjacja" nie odgrywa większeo znaczenia. Partnerki, wykonując obrót, "krzyżują nogi", miednica pozostaje raczej zwrócona do partnera.
  • W obrocie partner wykonuje sacady tylko w "aperturze" partnerki.
  • Małe kroczki, częste przyspieszenia, zabawa rytmem.

SALON

  • Tancerze stoją w pozycji „V” (partnerka przylega do partnera lewą piersią, nie dotyka go zaś piersią prawą);
  • Trzymanie elastyczne, czasami lekko się otwierające (prawa ręka partnera musi być albo aktywa albo "luźna", tak by ułatwić partnerce skręty tułowia);
  • Dużo dysocjacji w obrotach; partnerki w obrocie idą rzeczywiście "TYŁ, bok, PRZÓD" skręcając się w biodrach, zamiast krzyżować nogi;
  • Partner może wykonać w obrocie sacady w każdym z tych kroków, w tym celu często rozluźnia się lekko objęcie.
  • Taniec przestrzenny, często do linii melodycznej, liczne zwolnienia i pauzy.

Moim zdaniem ten ostatni punkt dotyka najważniejszej różnicy. Można powiedzieć, że w milonguero stopy tancerzy "wybijają" rytm (choć nie mam tu oczywiście na myśli głośnego tupania!), natomiast w salonie liczy się bardziej to, co "między krokami", a wyrażając rzecz nieco mniej mętnie, przeniesienie ciężaru z jednej stopy na drugą bywa spowolnione i odpowiada rozwojowi frazy muzycznej. W wersji radykalnej rytm nie ma znaczenia.

Na youtube trudno znaleźć idealne  przykłady tych dwóch styli, ale spróbujmy.
NAJPIERW KILKA PRZYKŁADÓW MILONGUERO:

Daniel Lapadula (określający swój taniec jako „Estilo del Centro”)

 

Ruben de Pompeya i Ana Maria Shapira

 

Jorge Firpo

I Oscar Casas

NASTĘPNA STRONA

 

 
 
© by Kasia y Mateusz 2008